Samokrytyka
Cześć!
Dzisiaj porozmyślamy na ważny temat, który od jakiegoś czasu nurtuje naszą trójkę: gdzie jest granica bycia zbyt krytycznym(-ą) wobec siebie?
Zapewne większość z Was zna, o czym mówimy. Ale wkrótce opiszemy sytuację. Jesteś zapracowany(-a), zestresowany(-a) i zabiegany(-a). Wszystko wali się z rąk i idzie nie tak, jak powinno. Lista zadań się nie kończy, a obowiązki się nawarstwiają. Znacie to uczucie, prawda? Gdy ręce opadają i nie ma możliwości zwolnić czy wziąć pauzę.
Wtedy pojawia się niechęć, zmęczenie i tylko jedno życzenie: schować się pod kołdrą, chociażby na chwilę zapomnając o troskach. Gdzieś z tyłu głowy pojawia się cichy głos: "ej, a może odpocznę chwilę? Jestem wykończony(-a)". Ten głos jeszcze nie skończy mówić, gdy pojawia się ten głośniejszy: "jaki odpoczynek, leniuchu? Nie ma leżakowania. Wiesz, ile jeszcze masz do zrobienia? Twoi rówieśnicy coś robią 24/7 i cieszą się życiem. A ty nawet nie możesz posprzątać porządnie?".
Ten głośniejszy, pełny krytyki głos ma większą siłę. A cichutki głos naszych potrzeb nie ma nawet szans zostać usłyszanym. Poddajemy się głosowi krytyki, zmuszamy siebie do działania, mocno zaciskając żeby. Czy to przynosi nam szczęście? Chyba raczej stres...
Innym przykładem samokrytyki są negatywne komentarze dotyczące siebie, swojego charakteru, wyglądu czy działań. "Jestem głupi(a), brzydki(-a), gruby(-a). Nic nie potrafię, nie osiągnąłem(-ęłam) nic w życiu". Często jest to cała lista raniących słów, które kiedy usłyszeliśmy od innych osób. Także pojawiają z powodu porównywania się z rówieśnikami, którzy osiągnęli więcej, są inni od nas...
Więc gdzie jest ta granica? Kiedy mądrze oceniamy swoje działania i cechy, aby pobudzić się do dobrych zmian? A kiedy tylko znęcamy się nad sobą, zataczając się w błędne koło? Naszym zdaniem konstruktywna i prawidłowa krytyka wobec siebie jest ciężka do osiągnięcia, ponieważ jesteśmy subiektywni do samych siebie. A sprawy dla nas trudne i ważne są obarczone emocjami. Dlatego krytykowanie siebie nie przynosi dobrych efektów.
Krytyka pojawia się w naszym życiu od małego i nie znika - słyszymy krytykujące słowa od naszych rodziców, krewnych, nauczycieli, znajomych, partnerów, pracodawców, nieznajomych... Często może być to ważna informacja zwrotna, lecz rzadko gdy zostaje powiedziana w sposób pełny miłości, zrozumienia i szczerej chęci pomocy. Nierzadko krytyka i chęć zrobienia krzywdy idą razem w parze. Przesiąkamy się tymi słowami, jak gąbki - i później, mózg w podobnych sytuacjach podsuwa nam te same słowa.
Jest nam przykro, ale zmuszamy się do działania: "muszę to zrobić, trzeba to zmienić". Trzeba i już, bo świat, wydaje się, zaraz zawali. Będzie złość i rozczarowanie, a żeby tego uniknąć to trzeba robić, robić, robić. W szale stresu i pośpiechu nie czujemy satysfakcji od procesu, a wynik nie cieszy aż tak bardzo. Kolejne zadania czekają, więc zmuszamy się dalej, więcej, mocniej. Aż w końcu wybuchamy.
Co z tym zrobić? Ciężko powiedzieć, bo same się ciągle uczymy się na swoich błędach. Możliwie, chodzi o zmianę myślenia. Nie "muszę" i "trzeba", a "chcę". Chcę zrobić X z miłości do siebie. Chcę zrobić Y, bo to będzie dobre dla mnie za jakiś czas. Chcę zrobić Z, ponieważ przyniesie mi to przyjemność lub radość.
Strasznie ciężkim zadaniem jest oszukać siebie i swój mózg, tymbardziej gdy chodzi o tematy niezbyt nam przyjemne. Są sytuacje, kiedy naprawdę łapie zmęczenie, nie ma humoru lub zmagamy się z trudnościami. Warto wtedy pamiętać o zaakceptowaniu swoich emocji, pozwolić sobie przeżyć ich i zadbać o siebie.
Polecamy wyobrazić bliską nam osobę w naszej trudnej sytuacji. Co wtedy robimy, jaka jest nasza reakcja? Krytykujemy i zmuszamy, czy prędzej staramy się zrozumieć, pomóc i pocieszyć? Musimy stać się dla siebie taką bliską osobą, która pocieszy nas w trudnej chwili i pomoże.
Dawajmy sobie miłość, zrozumienie i akceptację. Szczególnie w chwilach trudnych. Warto.
Z miłością,
D. A. O.
Komentarze
Prześlij komentarz